Czy planowanie ma wartość?

CZY PLANOWANIE MA WARTOŚĆ

Cieszę się, że jesteś na pokładzie!

Witaj w naszym świecie. Świecie początkujących przedsiębiorców. Ten post udostępniłam na razie nielicznym, bo historia którą zaraz przeczytasz jest bardzo osobista. Uznałam jednak, że może okazać się dla Ciebie znajoma. Jeśli tak jest, być może właśnie stoisz przed pytaniem: 

"Jak sprawdzić pomysł na biznes, żeby nie stracić czasu i pieniędzy?"

Ja znam odpowiedź na to pytanie i moją życiową misją jest, aby dzielić się tą odpowiedzią z innymi. Przede wszystkim z Tobą, bo to Ty wykonałeś już pracę, które przybliży Cię do osiągnięcia upragnionego celu.

Pytanie tylko, czy masz już plan, który pomoże Ci zapewnić życie, jakiego dzisiaj oczekujesz?


Historia tysiąca i jednej mocy, mocy dobrego planu! 

Mam 26 lat i kiedy myślę o własnym biznesie, czuję lekkie przerażenie. Zupełnie inne emocje budzi we mnie słowo “przedsiębiorca”. Kojarzy mi się z przymiotnikiem “przedsiębiorczy” i na szczęście, ten przymiotnik mogę już odnieść do siebie. Bo przedsiębiorcza jestem.

Słownik języka PWN mówi nam, że przedsiębiorczy to po prostu “chętny do podejmowania różnych spraw i umiejący je pomyślnie załatwić”.

Tak! To zdecydowanie ja.

Pewnie dlatego też męczy mnie praca na etacie. Praca, w której muszę wykonywać “zadania zlecone” przez kogoś, kto często nie ma pojęcia o specyfice “mojej działki” w danej firmie, ale koniecznie chce zrobić coś po swojemu. I ja wtedy, wiedząc, że to nie przyniesie oczekiwanego rezultatu, mając nawet pomysł, jak zrobić to lepiej i szybciej, chcąc nie chcąc muszę zrobić to tak, jak życzy sobie mój szef. A ja chcę sama. Chcę sama decydować, których klientów obsługuję, a którym dziękuję. Chcę sama decydować, czy bierzemy sprawę z terminem na wczoraj, czy jutro jest Wigilia, więc odpuszczamy. Te i wiele innych sytuacji sprawiły, że dzisiaj znajduję się właśnie w tym miejscu. W miejscu, w którym wiem, że na etacie nie będę się spełniać i żadne pieniądze mi tego nie wynagrodzą. A doszłam już do całkiem przyzwoitej kwoty zarobków, więc możecie mi wierzyć.

Jestem właśnie w miejscu, w którym….

…powoli zaczyna kiełkować w mojej głowie pomysł na bycie przedsiębiorcą.

zdjęcie w górach

Trochę boję się ciągle tego słowa, ale tak - pomysł na własny biznes. Wiem już czego nie chcę (etatu). Wiem też, co bym robiła, nawet gdyby nikt mi za to nie płacił. Wiem nawet, w czym jestem dobra, do czego mam talent, choć ta wiedza przyszła najtrudniej.

Wtem, pojawia się w mojej głowie wielki, czerwony znak STOP!

A za nim stoi poczucie, że potrzebuję swojego Watsona. Wiecie o kim mówię? Mam na myśli kogoś, kto mój pomysł, moją wizję ubierze w konkretny plan. Kogoś, kto się zna na biznesie i tych wszystkich kruczkach prawnych. Kogoś, kto przeszedł już drogę, na którą ja planuję właśnie wkroczyć. Kogoś, kto pozwoli mi rozwinąć skrzydła, usuwając mi z tej drogi przeszkody, których się boję. A boję się wielu rzeczy.

  • Na przykład podatków się boję. Nie wiem, kiedy płacę ZUS ani co to VAT i ile właściwie jest tych wszystkich opłat?!
  • W tym roku wszyscy straszyli jakimś RODO, czy to mnie w ogóle dotyczy?
  • Jak się połapać w tym wszystkim? Skąd wiedzieć, jakie obowiązki ma właściciel firmy?
  • Jak nie przegapić ważnych kwestii albo ważnych terminów?
  • Zastanawiam się, czy będę miała klientów, czy wystarczy mi na wszystko, czy cokolwiek jeszcze zostanie?
  • Co muszę wiedzieć przed, a co po założeniu firmy?
  • No i gdzie w tym wszystkim jest miejsce na moją pasję?
  • Przecież zginę w tym gąszczu. Dlaczego nikt nas tego nie uczył w szkole?!
  • A co jak spróbuję i się nie uda? Mogę to jakoś odwrócić? Mogę powiedzieć: “ej, ja tylko żartowałam” i grzecznie wrócić na etat?

Boję się i dokładnie pamiętam, kiedy ostatnio czułam taki strach. To wspomnienie jest ciągle bardzo żywe w mojej pamięci, chociaż minęło już co najmniej 14 lat, a zamiast rozkręcania własnej firmy, wisiało wtedy nade mną widmo testów szóstoklasisty! Byłam podobnie przerażona, bo nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, a chciałam wypaść jak najlepiej. Widziałam ogrom materiału i byłam sparaliżowana strachem, który uniemożliwiał mi jakiekolwiek działanie. Nie wiedziałam, czy zdążę, czy wystarczy mi czasu choćby na jedzenie, a co z koleżankami? Zrozpaczona pobiegłam do mamy, która zawsze miała lekarstwo na wszystkie moje troski. I tym razem się nie zwiodłam. Wyposażona w zeszyt i długopis nauczyła mnie czegoś, co towarzyszyło mi od tamtej pory już zawsze.

Planowanie.

Powoli podzieliła ze mną miesiące na tygodnie, tygodnie na dni, a dni na godziny. Pokazała, jak rozplanować naukę, tak aby mieć czas na odpoczynek i zabawę. Słowem, zmieniła mój świat na lepszy, a na koniec dała wskazówkę wartą miliony dolarów:

Nigdy nie patrz, ile przed Tobą, ani nawet ile już zrobiłaś. Codziennie skup się na tym, żeby idealnie położyć jedną cegiełkę, a zanim się zorientujesz wybudujesz cały mur.

I tak zrobiłam. Dzięki temu zaliczyłam testy, zdałam maturę, a potem z powodzeniem przesłam kolejne sesje na studiach. Wyposażona tylko w zeszyt i długopis. W zasadzie tylko i aż. Okazało się, że nie była to kwestia szczęścia, ani nadzwyczajnej zdolności. Plan za każdym razem działał, bo poświecałam na jego przygotowanie trochę czasu. Zaczynałam pracę w najważniejszym momencie danego wyzwania, u samych podstaw. Zadbałam o to, by każdy aspekt, każdy szczegół był przemyślany i rozłożony w czasie. To dzięki temu odniosłam sukces na testach.

Może tak ​samo będzie z biznesem?

Tagged , , , , , ,
    • Igor, dziękuję za Twój komentarz! 🙂 Mam nadzieję, że rozprawimy się ze wszystkimi obawami już niedługo podczas WYZWANIA 🙂

  • >